Aktualności


SZUKAJ:

„Transseksualiści – chrześcijanie niewidoczni”

2014-01-23 12:59:36, komentarzy: 1


„Transseksualiści – chrześcijanie niewidoczni”

 

Przeczytałam ostatnio artykuł napisany przez transseksualną kobietę,Parker Marie Molloy.Porusza ona w nim sprawę uznania przez pismo Advocate (zajmujące się tematyką lgbtq),papieża Franciszka za człowieka roku.Przytacza słynną kwestię Ojca Świetego „jeżeli ktoś jest gejem i wierzy w Boga kim jestem aby go oceniać?”.Naturalnym biegiem myśli pojawia się pytanie: co z literą T ?(jakże pojemną).Oczywiście wypowiedź ta pojawiła się w kontekście odpowiedzi na konkretne pytanie.O osoby trans nikt nie pyta.

 

Benedykt XVI w tematyce spod litery T wykazał się większą aktywnością podczas swojej posługi.Zakazał oficjalnie zmiany kościelnych dokumentów w przypadku korekty płci.Stwierdził również,przytaczając słowa Pisma Świetego iz Bóg stworzył kobietę i mężczyznę,zaznaczając,że wszelkie teorie mówiące o wykraczaniu poza jego oczywiste dzieło,typu kształtowanie gender przez społeczeństwo,jest zaburzeniem porządku boskiego.Innymi słowy istnienie osób trans,które wykraczają poza ten podział,niszczy koncept człowieczeństwa.Ostro?By tego nie zaburzać,pójdźmy dalej,takie osoby generalnie nie powinny być członkami rodzin,wspólnot by nie dawac złego przykładu.Najlepiej zostawić ich samym sobie.Zresztą w praktyce bardzo często tak to właśnie wygląda.

 

Porusza się ostatnio,zwłaszcza w polskim kościele katolickim,tematyke gender.Zostawmy to jednak gdyż jest to zagadnienie zbyt ogólne i bardzo dużo o tym już napisano.Skupmy się konkretnie na transseksualnych kobietach i mężczyznach.Ich obecność w kościele jest powszechnie ignorowana.Oni zwyczajnie nie istnieją.Gdy są osobami wierzącymi jest to własciwie ich problem.O słowach Franciszka,który zapewne jest świadomy szkód w tym zakresie wyrządzonych przez swojego poprzednika,niosących pocieszenie osoby trans mogą właściwie tylko pomarzyć.Ich obecność w kościołach mieści się zapewne w granicach błędu statystycznego (albo i nie) zatem po co w ogóle zawracać sobie nimi głowę.Gdzie zatem zasada,że dla pasterza każda owieczka jest ważna?

 

Oczywiście osoba po korekcie płci,w jej trakcie,może być obecna i nikt jej z kościoła nie wyrzuca.Najczęściej współuczestnicy nawet nie wiedzą,że jest ona osobą trans.Ten człowiek ma jednak świadomość,że w rzeczywistości to kim jest odrzuca się oficjalnie w kościele katolickim.Jej poczucie tozsamości płciowej uważa się za coś złego gdyż przecież została stworzona z określoną płcią i jako człowiek powinna się z wolą Boga w tym wymiarze pogodzić.Problemu się nie zgłębia i patrzy na te sprawy bardzo jednowymiarowo.Przecież gdy tożsamość jest odczuwana bardzo głęboko i w sposób duchowy,stanowi wtedy jakąś prawdę o człowieku.Jak można to oficjalnie ignorować gdy Jezus przecież chce nas kochać jakimi jesteśmy naprawdę.W prawdzie o człowieku trudno dopatrzeć się zagrożenia dla rodzaju ludzkiego.Występuje tu powątpiewanie w nieograniczony,niepoznany dar ludzkiej duchowości,która przecież wywodzi się z Boga i jego miłości,która jest w każdym człowieku.Zatem ignorowanie tego jest zaprzeczeniem istoty chrzesciajaństwa.

 

Ciało jest światynią.Jest dziełem Boga.Trudno odmówić mu jednak słabości i niedoskonałości.Są pewne narzędzia wypracowane przez ludzkość,ufamy,że poniekąd za wolą Boga,aby poprawiać różne jego deformacje,ulepszając jakość naszego ziemskiego życia.Wolna wola człowieka powinna być czymś co jest szanowane.Ludzie posiadają rodzaj intuicji,własnego sumienia,który ich prowadzi.Jest to przecież nierozerwalna część wiary w Boga.Dlaczego zatem w przypadku osób trans jest to odrzucane?Oczywiście istnieją perzypadki gdzie takie osoby są rozumiane przez swoich lokalnych duszpasterzy,jednak oficjalne stanowisko kościoła katolickiego pozostaje niezmienne.Ktos może stwierdzić,że przecież jest wiele kosciołów akceptujacych transpłciowość.Tak.Jednak gdy ktos wychował się w okreslonym obrządku i jest to część jego tożsamości,nie chce tego odrzucać.Błędnym założeniem jest stwierdzenie,że osoba trans jest gotowa odciąć się całkowicie od swojej przeszłości.Wielu ludzi spod litery t odczuwa potrzebę świadomości swoich korzeni,kontynuacji tradycji.

 

W przypadku osób lgbtq,kościół katolicki oczekuje tłumaczeń,wie lepiej.Brakuje wyciągniętej ręki,ciekawości.Ja osobiście uważam,że tranzycja nigdy się nie kończy.Jako ludzie zmieniamy się,dojrzewamy,spotykają nas przeróżne sytuacje,wydarzenia.Wybrany przez nasze serca kościół powinien nam w tym towarzyszyć ze świadomością tego,że łączy nas miłość i wiara w Boga a to już jest bardzo dużo,jeśli nie wszystko.Zatem dlaczego skreślac czyjąś historię zyciową?Nawet jeżeli odbiega od klasycznych wyznaczników danego nurtu chrzescijaństwa?Człowiek chce odczuwać wiarę z innymi.Pragnie być przyjętym przez swoją współnotę z całym swoim życiowym bagażem i doświadczeniem.W końcu osoby trans żyja tak samo jak inni.Ich tożsamość płciowa nie jest w centrum ich codziennego życia.Tak jak inni pragną żyć dobrze,być przydatni.Mają problemy finansowe,z pracą,stresem,codziennością,rodziną,przyjaciółmi.Dotykają ich przerózne konflikty,choroby,wypadki.W tym wszystkim Bóg jest ich siłą.Tak jak w przypadku innych chrześcijan.

 

W życiu osób trans ma miejsce bardzo długa wewnętrzna bitwa.Perspektywa operacji,coming outu przed bliskimi i otaczającym światem jest bardzo trudna do zniesienia,zwłaszcza dla młodych ludzi.Potrzebują oparcia,otwarcia i braku osądu.Gdyby w kościele nastąpiło w końcu tąpnięcie w tych kwestiach to wtedy wspólnota ta uświadomiłaby sobie jak róznorodne są losy ludzie i,że na wiele rzeczy nie mamy wpływu.Ufamy Bogu i temu,że jest dając nam znaki w postaci miłości jaką do niego czujemy i inspiracji do podrózowania drogami zycia.Jest w tym bogactwo,którego odrzucanie stanowi sprzeczność w boskim dziele jaką jest wspólnota wierzących w niego ludzi.Droga ludzi spod litery t jest bardzo róznorodna.Nie ma jednego toru jakim podążają.Nie istnieje wspólny zbiór poglądów jakie wyznają.Panuje bardzo róznorodność wyborów życiowych.Nie należy zatem uogólniać tylko na każdego,jak w przypadku każdej innej osoby wierzącej,trzymać miejsce w swej wspólnocie,gdyż być może właśnie tego pragnie.Ma do tego w kazdym razie takie samo prawo.Prawo życia w prawdzie i bycia kochaną za to ,że jest.

 

Kinga Kosińska

« powrót

Dodaj nowy komentarz

  • JOh 22:55, 6 lutego 2014

    AMEN

    Odpowiedz
Strony internetowe dla firm - szybko i za darmo!